Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sarcia1236. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sarcia1236. Pokaż wszystkie posty

22.05.2014

Książka czy ekranizacja?

Witajcie w kolejnym poście dyskusyjnym przygotowanym przez nas dwie (ktoś w ogóle jeszcze o tym pamięta?). Przypominamy zasady ich funkcjonowania: każda z nas stara się Was przekonać, że ma rację na dany temat, a na koniec to Wy decydujecie, która zrobiła to lepiej. Nie przedłużając - zapraszamy do czytania.

W dzisiejszych czasach mamy dostęp do wielu dóbr: internetu, telewizji, kina, radia i oczywiście najstarszych z tych rozrywek - książek. Książki pełnią funkcję zarówno edukacyjną, jak i rozrywkową. Te fabularne często zostają później ekranizowane. Pytanie brzmi: Lepiej przeczytać książkę czy może sięgnąć po film nakręcony na jej podstawie?
Ania: Przede wszystkim filmy nie są w pełni wierne książkom. Jeżeli chcemy poznać daną historię w całości, to o wiele lepszym rozwiązaniem jest sięgnięcie po książkę, a później ewentualnie film. Gdy chcemy na przykład zamiast czytać jakąś lekturę szkolną, obejrzeć jej adaptację, musimy uważać, bo może ona odbiegać od oryginału, a w szkole wymaga się wiedzy z książek.

Sara: Tu akurat się nie zgodzę. Jeżeli mamy w szkole jakąś lekturę, a nie chce nam się czytać jej całej, można spędzić dwie - trzy godzinki przed komputerem - oglądając adaptację i dopełniając ją streszczeniem. Oszczędzimy sobie na tym sporo czasu, a może nawet dostaniemy dobrą ocenę w szkole. A poza tym, kto nie lubi usiąść w wygodnym fotelu z miską popcornu i zrelaksować się przy dobrym filmie?

Ania: Ale osoba, która wybiera film, sama jakby się zamyka i nawet nie wie, ile traci. Nie dość, że w adaptacjach pomijana jest zazwyczaj część wątków, to na dodatek odbiorca nie ma możliwości wyobrażenia sobie świata i postaci. Przez taką tendencję powoli zamiera u nas kreatywność, a w końcu ta umiejętność jest teraz bardzo pożądana.

Sara: Dobrze, ale już nie mówmy, że książki mają więcej plusów od filmów. To na filmy ludzie chodzą częściej. Podam przykład z mojego własnego życia: Wybrałam się z przyjaciółką do kina na pewien film. Było świetnie! Film mnie tak wciągnął i zaintrygował, że chciałam więcej, dzięki czemu dowiedziałam się, że istnieje książka, na podstawie której został stworzony. I to dzięki filmowi po nią sięgnęłam - wcześniej nie miałam o niej pojęcia. Filmy mogą być też doskonałą reklamą.

Ania: To, że coś jest bardziej popularne, nie znaczy, że lepsze. Owszem, zgodzę się, że po ekranizacji więcej osób interesuje się książką. Sama miałam tak w przypadku Igrzysk Śmierci czy nawet Sherlocka Holmesa. Niestety nie zawsze fascynacja ta kończy się na książkach, dla niektórych o wiele łatwiej jest obejrzeć film, który przecież trwa krócej. Poza tym kolejność film>książka narzuca nam pewien obraz świata przedstawionego, o czym już wspomniałam. Obraz ten pochodzi z filmu, a filmy niestety są produkowane pod szerszą publikę, przez co tracą znacznie na wartości. Można w nich zauważyć tendencję do spłycenia niektórych wątków, zbytnej heroizacji bohaterów, ogólnego przejaskrawienia i nacisku na inne problemy, niż w książce. Taka wersja jest po prostu łatwiejsza do przyjęcia i nie wymaga od widza głębszych refleksji.

Sara: Może i masz rację, ale w dzisiejszych czasach gdzie każdy się śpieszy i nie ma na nic czasu lepiej iść do kina i jak mówisz - zaoszczędzić czas. Filmy również często są łatwiejsze do odbioru niż książki. No i nie zapominajmy, że na podstawie filmów czasem również powstają książki (szczególnie te dla dzieci). Fajnie czasem wyjść ze znajomymi do kina i nie tylko obejrzeć dobry film, poznać ciekawą historię, ale też wspólnie się rozerwać, co przy książce raczej możliwe nie jest.

Podsumowując, zarówno czytanie książek, jak i oglądanie filmów mają swoje zalety. Książki kształcą nas, wyrabiają naszą kreatywność, rozwijają wyobraźnię i przed wszystkim lepiej wyrażają to, co autor miał na myśli. Filmy są za to dostosowane do szerszego grona odbiorców, dzięki czemu więcej osób może i chce korzystać z tego dobra. Co więcej obejrzenie filmu zajmuje znacznie mniej czasu, niż przeczytanie książki, dzięki czemu ta forma rozrywki wydaje się być dla niektórych bardziej atrakcyjna. Znając wady i zalety obu tych form rozrywki (i edukacji), możemy zastanowić się i dokonać samodzielnego wyboru.

*A tutaj wyniki ankiety z tego postu.

5.02.2014

Pomagamy?

Witajcie.
Dzisiejszy post będzie dość spontaniczny i nietypowy, ponieważ długo szukałam tematu, przy którym mogłabym się bardziej rozpisać, a ponieważ nie mogłam takiego znaleźć, to uznałam, że opiszę Wam coś, co mnie od pewnego czasu dręczy i jestem ciekawa, czy Wy też mieliście takie "rzeczy" w głowie, czy po prostu omijaliście ten temat szerokim łukiem - jak robiłam to ja przez długi czas, aż do pewnego zimowego, chłodnego dnia..

Codziennie szkoła, wstawanie o szóstej rano, gdy jeszcze jest ciemno i bardzo ciężko wygramolić się z łóżka. Spakowałam się do szkoły myśląc: "Kolejny nudny dzień, w nudnej szkole, codziennie to samo. Dlaczego życie nie może być inne?" Ubrałam ciepłe buty, kurtkę, czapkę, szalik i rękawiczki. Zjechałam na dół windą, wychodzę z klatki przerażona zimnym powiewem skierowanym prosto w moją twarz. Aż ciarki mnie z zimna przeszły. A przecież byłam tak grubo ubrana. Poprawiłam nakrycie głowy i wreszcie spojrzałam przed siebie. Staruszka. "Na pewno dobra z niej babcia. Wnuki muszą ją bardzo kochać." Ponieważ była kawałek przede mną szłam przez pewien czas i zastanawiałam się, jak to jest mieć taką fajną babcię. "Dlaczego ja nie mam takiej fajnej babci, która by mnie rozpieszczała i co chwilę pytała, czy nie jestem głodna? Dlaczego nie mogę mieć lepiej?" Znowu patrzę na kobietę. I teraz do mnie dociera w co jest odziana. Miała na sobie zwykły płaszczyk. A ja marzłam w grubej kurtce. Kieruję wzrok niżej. Gołe stopy w sandałach. Nagłe uczucie żalu, a zarazem bólu.. Miałam łzy w oczach, bo nie wiedziałam jak mogę jej pomóc. A przecież takich osób na świecie jest bardzo dużo. Często widywałam takie osoby, ale wtedy mnie coś tknęło. Jak mogę temu zaradzić? Nie mogę. Sama nic nie zrobię, mam tylko piętnaście lat. Myślę dalej. "Ile razy naśmiewałam się z takich ludzi? Ile razy słuchałam od znajomych, że "to zwykłe żule a skończyli na ulicy przez alkohol", potakując tylko grzecznie głową?" Tak się zamyśliłam, że nawet nie zauważyłam kiedy staruszka skręciła w inną uliczkę. Postanowiłam kilka rzeczy. Teraz, zawsze, kiedy widzę jakiegoś żebraka na mieście, daję mu chociaż te dwa złote. Okej, powiecie "wyda na wóde". A co jeśli on naprawdę jest głodny? Wiem, są organizacje pomagające takim ludziom, ale nie dla każdego starcza miejsca. Nie rozumiem jak można przejść obojętnie obok takiej osoby i nawet na nią nie spojrzeć, a jeśli już to z pogardą. 

Spotkałam się kiedyś z jeszcze jedną sytuacją. Siedziałam na ławce koło bloku i czekałam na koleżankę. Słyszę charakterystyczny dźwięk puszki. Jakiś mężczyzna, ubogo ubrany wiezie wózek w którym są same reklamówki (z puszkami). Wszedł do pomieszczenia, w którym się znajdują kontenery, a wózek zostawił przed metalowymi drzwiami. Patrzę, podbiega grupka gówniarzy (10,11 lat) i przewracają wózek, wszystkie puszki się wysypują na ulicę. Właściciel wózka wychodzi z kontenera, ale nikogo nie zastaje. Rozgląda się nerwowo, kuca i zaczyna zbierać dziesiątki puszek, które bezczelnie ktoś mu rozrzucił po ulicy. Dobra, dla nich może śmieszne, bo "żul" będzie musiał znów zbierać. Przecież jest zwykłym śmieciem. A czy ktoś pomyślał, jak ten człowiek musi mieć ciężko? Że być może te puszki to jego pieniądze na zwykły, suchy chleb? Nie.

Jaki z tego morał?
Ja na pewno zrozumiałam wiele rzeczy. Zaczęłam udzielać się w szkole w takiej "organizacji" pomagającym biednym rodzinom, a ciuchów, których już nie używam nie wyrzucam do specjalnych kontenerów, tylko kładę w siatkach do zsypów. Dlaczego? Ponieważ więcej niż połowa ubrań które się wrzuca do koszy przeznaczonych na ubrania trafia do second handów. Uznałam, że jeśli położę je tam, gdzie "oni" mogą czegoś szukać, ktoś zyska w ten sposób coś ciepłego na zimę. Zaczęłam szukać więcej informacji o tym, jak można im pomóc i wtedy trafiłam na filmik z serwisu YouTube dość znanego faceta - Sylwestra Wardęgi (nazywa się "testerem policjantów" i robi różne przeróbki filmowe np. z Samarą Morgan czy Slendermanem). Ponieważ od dawna go subskrybowałam włączyłam filmik i spodziewałam się, że będzie w nim naśmiewał się z ubogich. Pomyliłam się, sami zobaczcie:


Tak wiem, mi też to wyglądało na fejk, ale obejrzałam making of z tego filmu i wszystko stało się jasne. Uważam, że naprawdę warto pomagać innym. Nie tylko ze względu na nich, ale też na siebie. Nic nie uszczęśliwia tak, jak uśmiech drugiej osoby. 

Podziwiam ludzi, którzy dają coś biedniejszym, a Wy?
Jak zachowujecie się w takich sytuacjach?
A może sami byliście światkami czegoś podobnego?
Pomagacie biednym?
Co o tym myślicie?

28.12.2013

Sylwester! + wyniki konkursiku

Cześć Wam!
Dzisiejszy post będzie dotyczył (jak sam tytuł mówi) sylwestra. Z początku chciałam pisać o tradycjach świątecznych itd., ale po rozmowie z Anią (która mi podsunęła ten pomysł :)) uznałam, że jednak wybiorę sylwestra, skoro Ona już o świętach coś napisała. Zapraszam do czytania! 


Sylwester - ostatni dzień roku w którym balujemy, świętujemy i wydajemy masę pieniędzy na fajerwerki. Dzień,
a właściwie noc z 31 grudnia na 1 stycznia w którą życzymy sobie wszystkiego najlepszego w nadchodzącym roku, zdrowia, pomyślności i masę, masę szczęścia. W każdym domu* wyczekujemy co do sekundy, aż wybije 24:00 i stukamy się kieliszkami szampana. Balujemy, tańczymy, słuchamy głośnej muzyki, a Ci starsi upijają się i witają poranek 1 stycznia z mocnym kacem. Ale czy w Polsce zawsze tak było? Postanowiłam poszukać nieco informacji na ten temat i chcę się z Wami nimi podzielić.

Z tego co wyczytałam, kiedyś w Polskich domach Sylwestra nie świętowało się tak hucznie jak dziś. Tradycja związana z witaniem Nowego Roku przez głośne zabawy jest stosunkowo młoda, bo zaczęła się dopiero w XIX wieku i to tylko w bogatych domach. Dawniej ludzie nie wychodzili na żadne imprezy, ale siedzieli w domowym zaciszu wśród najbliższych, a świętowanie przypominało wigilię (z wyjątkiem dzielenia się opłatkiem i postu - obżerano się jak nigdy, również mięsem). Kiedy wreszcie wybiła godzina 24:00 ludzie trzaskali z bicza, aby przegonić stary rok.


Okej, skoro przedstawiłam już Wam jak dawniej wyglądał sylwester, to teraz może aktualne
zwyczaje, które nie są aż tak bardzo znane i możliwe, że nawet o nich nie wiedzieliście. :)

1. Spisywanie na kartkę wszystkich problemów na które się napotkaliśmy w tym roku i spalenie jej - symboliczne uwolnienie się od starych kłopotów.
2. Zadbany, piękny ubiór w sylwestra ma przynieść powodzenie na przyszły rok u płci przeciwnej.
3. Brak sprzątania w ostatni dzień - aby nie wykurzyć z domu szczęścia.
4. Wróżenie z gwiazd - upstrzone gwiazdami niebo symbolizuje pomyślny rok.
5. Zaopatrzenie lodówki i portfela "po pas" - powiedzenie "jaki Sylwester, taki cały przyszły rok".
6. Wróżenie z bąbelków szampana w kieliszku - duże bąbelki - zmiany, zaś małe - spokój i stabilizacja.
7. Nakręcanie zegara, otworzenie okien i drzwi po wybiciu północy - godne witanie nowego roku i żegnanie starego (wraz z nim wypraszamy wszystkie kłopoty i nieszczęścia).
8. Gdy kończy się stary rok trzeba być "na czysto" - długi muszą być pospłacane, zaległe sprawy wyjaśnione, a spory zakończone - dobrze wróży na kolejne dwanaście miesięcy.
9. Ozdobienie domu jemiołą - zapewnia powodzenie w różnych dziedzinach życia.
10. Wkładanie do portfela łuski wigilijnego karpia - zapewni nam, że nie ubędzie nam waluty. 
11. Wsypywanie przed balem do butów ziarnka maku - znów powodzenie u płci przeciwnej. :)

Ja nie wiem czy wierzyć w to wszystko - szczerze powiedziawszy aż do dziś nie interesowały
mnie zwyczaje sylwestrowe i o połowie z nich nie miałam pojęcia - ale dlaczego nie spróbować? 

No i już tak na sam koniec chcę Wam życzyć WSZYSTKIEGO dobrego w nowym roku, aby był o wiele, wiele lepszy od 2013, zdrówka, hajsu (hehe), każdemu kto nie ma jeszcze swojej drugiej połówki, to aby ją znalazł, miłości, abyście dużo czasu spędzali ze swoją rodziną, kto chce śnieg - śniegu, kto nie chce - nie śniegu, żebyście nie siedzieli tyle w internetach (straaaaszny zjadacz czasu) oraz żeby spełniły się Wasze
najskrytsze pragnienia i marzenia. Szczęśliwego Nowego Roku!

A Wy macie jakieś swoje tradycje sylwestrowe? 
Jak spędzacie ten dzień? 
Jestem ciekawa, napiszcie koniecznie :)
* chyba w każdym.

- Wyniki konkursu na stylizację -
Na wstępie bardzo dziękuję za taką liczbę prac (22!). Niestety nie mogę nagrodzić każdego z Was i powiem szczerze, że miałam problem z wybraniem zwycięzców, bo jestem strasznie, ale to straaasznie niezdecydowana jeżeli chodzi o stylizacje. Zwycięzców proszę o zgłoszenie się do mojej księgi gości w ciągu
24 godzin - inaczej nagrody przepadną.

1. Spódniczka LE + prezent niespodzianka - Aleksandra0308, chętnie bym się tak ubrała
(z wyjątkiem kokardki na włosach - ale to zawsze można zastąpić czymś innym, nie?). Praca tutaj.

2. Spódniczka Hot Buys + 10 Stardollarów - Asiniek.xD. Praca tutaj.

3. I miejsce 3, którego miało nie być, ale jednak jest! :) - 888kamila - 15 Stardollarów, praca tutaj.

24.12.2013

Wigilia Bożego Narodzenia

Dzisiaj, tj. 24 grudnia, obchodzimy wigilię - dzień poprzedzający Boże Narodzenie i równocześnie kończący Adwent. Na stole przykrytym białym obrusem z wiązką sianka pod spodem, ustawia się o jedno nakrycie 
więcej niż wynosi liczba zgromadzonych osób. Dodatkowe miejsce przy stole wigilijnym przeznaczone jest 
dla niezapowiedzianego gościa. Ważnym zwyczajem towarzyszącym wigilii Bożego Narodzenia jest 
śpiewanie kolęd. Często też pod choinką umieszczane są prezenty, które wedle tradycji przynosić ma 
dzieciątko lub gwiazdka. P.S. Przygotujcie się na dzisiejsze mini konkursy i zabawy! :)

20.12.2013

Konkurs

Witajcie!
Wpadłam na pomysł zorganizowania małego konkursiku dla Was, żeby jakoś zrekompensować Wam ten czas, który można nazwać brakiem aktywności z mojej strony (nie licząc debaty z Anią, którą i tak w większości przygotowała ona).

Ponieważ zrobiłam sobie małą przerwę od internetu, w tym też Stardoll'a straciłam jakąkolwiek wenę na tworzenie stylizacji i makijażu dla mojej doll, więc chciałam  właśnie Was poprosić o pomoc. Konkurs polega na przygotowaniu dowolnej stylizacji dla mojej lalki wraz z makijażem (co może być trudne, ponieważ nie mam zbyt wielu "fajnych" ciuchów, ale jestem pewna, że sobie poradzicie (: ). Nie będę Wam narzucać żadnego koloru, tematu. To ma być zwykła, przyjemna dla oka stylizacja, do której dopasujecie make up. Ale zaraz! Skoro konkurs to i nagrody, nie? Przygotowałam oczywiście dwie skromne nagrody, za dwa miejsca. Skromne, ale zawsze coś (:.

Miejsce pierwsze:
+ mała niespodzianka, tutaj dogadam się ze zwycięzcą.

Miejsce drugie:
+ 10 sd.

Zasady:
- publiczne obserwowanie bloga,
- posiadanie 2 stardollarów na zakup,
- zalinkowanie pracy np. na tinypic.
* wyniki podam jeśli liczba zgłoszeń przekroczy 15. 

+ Mój nick na Sd: Sarcia1236

7.12.2013

Przyjaźń damsko-męska

   Przyjaźń damsko-męska. Jej istnienie to kwestia wybitnie sporna. I w sumie nic dziwnego, bo przecież relacje międzyludzkie czasami bardzo trudno określić, w szczególności gdy jest się w naszym wieku-wieku dojrzewania i tak na prawdę jeszcze wiele do odkrycia przed nami. My jednak postaramy się przedstawić 2 skrajnie różne poglądy na tę sprawę. Na koniec będziecie mogli zdecydować, która strona bardziej was przekonała. Zapraszamy do czytania, a później dyskusji! :)
Sara: Dzisiaj moim zadaniem będzie przekonać Was, że przyjaźń damsko-męska jak najbardziej istnieje. Postanowiłam wypisać sobie kilka argumentów dlaczego ja tak uważam (Wy też możecie się wypowiedzieć na ten temat w komentarzach) i przeciągnąć Anię na swoją stronę. Z pewnością jednym z takich argumentów jest wieloletnia znajomość. Myślę, że jeśli dziewczyna z chłopakiem znają się "od piaskownicy" to wiedzą o sobie praktycznie wszystko i świetnie się czują w swoim towarzystwie, że nie wyobrażają sobie, żeby było inaczej.

Ania: Tylko, że jeżeli znają się tak długo, to muszą być do siebie przywiązani. A takie przywiązanie może przerodzić się w miłość. Tak na prawdę nie wiadomo, czy po jakimś czasie któraś ze stron nie przywiąże się za bardzo. Zazwyczaj nie wiemy, w którym momencie zaczęliśmy się z kimś przyjaźnić i tak samo jest też z głębszym uczuciem, jakim jest miłość. W gruncie rzeczy przez naszą rolę, jaką nadała nam natura, jesteśmy stworzeni do dalszej prokreacji i każda znajomość z przedstawicielem przeciwnej płci, teoretycznie powinna do niej prowadzić.

Sara: No, jeśli by brać każdą przyjaźń pod pretekstem, że "na pewno przerodzi się w miłość", to pojęcie "przyjaźń" by nie istniało. Owszem, jedna osoba może zakochać się w drugiej, ale to zależy tylko od nas. Bo jeśli w przyjaźni damsko-męskiej druga osoba odbierze źle "znaki" dawane przez drugą osobę - może się zakochać. Lecz, jeśli na prawdę komuś będzie zależeć na prawdziwej przyjaźni nie wyjedzie do drugiej osoby z tekstem: "a, bo my się znamy już tak długo, tyle o sobie wiemy więc cię kocham".

Ania: Niestety problem jest taki, że natura wyposażyła nas w hormony, które nami sterują.
Stan zakochania wiąże się z podwyższonym poziomem fenyloetyloaminy (PEA) i dopaminy, powstaniem nowych pętli neuronalnych oraz reakcjami fizjologicznymi na osobę, w której jesteśmy zakochani takimi jak pocenie się dłoni, przyśpieszone bicie serca (wynik działania adrenaliny). Te same reakcje wywołuje strach i stres. W nieco ponad połowie przypadków poziomy hormonów wracają do normy w ciągu 3-8 lat (choć mogą również wcześniej) od momentu podwyższenia. W pozostałych przypadkach pojawia się nowy stan równowagi, za który odpowiada oksytocyna, wazopresyna i serotonina, a który można określić jako przywiązanie.
Ponadto:
  • dopamina odpowiada u obydwu płci za "uskrzydlenie",
  • oksytocyna u kobiet odpowiada za uczucia bliskości i przywiązania - jest ona wydzielana m.in. w trakcie orgazmu, przy porodzie, przy karmieniu piersią,
  • wazopresyna odpowiada za bliskość i przywiązanie u mężczyzn. " - Wikipedia
Czasami trudno zapanować nad naszymi uczuciami czy je określić właśnie przez te buzujące hormony. Twoja świadomość może wiedzieć, że przytulasz się do przyjaciela, natomiast ciało może uważać, że to potencjalny ojciec Twoich dzieci.

Sara: No, niby tak, ale przecież jeżeli ma się przyjaciela przeciwnej płci to można nadal szukać swojej drugiej połówki. Przyjaźń damsko-męska w ogóle w tym nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie. Takie osoby są "oswojone" z niektórymi sytuacjami, co może być bardzo pomocne w faktycznym związku.

Ania: Tak, ale nie wyklucza to możliwości kochania dwóch osób na raz. Owszem, może być to inny rodzaj miłości, ale miłość sama w sobie jest pojęciem abstrakcyjnym, trudnym do zdefiniowania. Wystarczy spojrzeć na te wszystkie znane z książek czy filmów trójkąty miłosne. Bella x Edward + Jacob albo Hermiona x Ron + Harry. Teoretycznie Meyer i Rowling zakończyły w swoich książkach wątki miłosne, jednak fani do tej pory są skłonni tworzyć różne konfiguracje tych związków (łącznie z jednopłciowymi :D). To oznacza, że sami nie są do końca przekonani co do istnienia takich przyjaźni.

Sara: Tyle, że książka, a życie realne to wielka różnica. W książce bohaterowie to zwykłe pionki autora, a w życiu rzeczywistym każdy decyduje o sobie. I jak już wcześniej mówiłam: jeżeli przyjaźń jest prawdziwa i obu osobom na niej zależy - może przetrwać aż do grobowej deski bez żadnych wątków miłosnych. Trzeba tylko chcieć. I owszem jest to bardzo trudne przez hormony, o których wspomniałaś, ale nie jest to niemożliwe.

Podsumowanie:
Ania (nie istnieje): 
Naszym funkcjonowaniem kierują hormony i uczucia zależą od nich. Trudno jest się przeciwstawiać naturze. Poza tym w przypadku związków międzyludzkich nie wiemy, jakie one mają charakter, nie wiemy też, co tak na prawdę czuje druga osoba. Jesteśmy przecież stworzeni do prokreacji, więc zawsze może tkwić w nas podświadomie przekonanie, że osoba przeciwnej płci jest potencjalnym partnerem.


 Sara (istnieje): Reasumując moim zdaniem przyjaźń damsko-męska jak najbardziej istnieje. Wystarczą dobre chęci i silna wola oraz zaufanie. Ja sama przyjaźnię się z dwoma "facetami" i nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. Razem z moją przyjaciółką i nimi tworzymy świetną paczkę, a para między nami by mogła to po prostu zepsuć. Jesteśmy świetnie ze sobą zgrani, możemy na siebie liczyć i jestem pewna, że tak zostanie. 


Mamy nadzieję, że przyjemnie wam się czytało. Kwestia nie została rozstrzygnięta, 
ale możecie zadecydować, kto Was bardziej przekonał:

4.12.2013

Pomysły na debatę


Witajcie!
Jakiś czas temu pytałyśmy was o pomysły na debatę. Wybrałam te, które najbardziej się nadawały. Pozostałe są także niezłe, ale trudno w nich wyodrębnić jakieś przeciwne stanowiska, dlatego lepiej je wykorzystać na zwykłe artykuły. A oto wybrane tematy:

-Naturalne piękno czy poprawianie urody?
-Książki-czy ekranizacje je wypierają?
-Czy powinniśmy kierować się stereotypami?
-Czy istnieje przyjaźń damsko-męska?

Wkrótce opracujemy jeden z nich, osobiście mogę nad tym usiąść w sobotę, reszta zależy od Sary.
Bardzo wam dziękujemy za pomoc i mam nadzieję, że pierwszy artykuł z tej serii przypadnie wam do gustu :)

Pozdrawiamy
Anika6 & Sarcia1236

27.11.2013

Niech się dzieje wola ludu!

Witajcie!
   Razem z Sarą planujemy wprowadzić coś nowego do naszego działu. Jako, że obie jesteśmy zaangażowane w pisanie dyskusji, stwierdziłyśmy, że warto zrobić coś wspólnie. Ciekawym rozwiązaniem byłaby debata. Zadawana byłaby teza, a każda z nas musiałaby się opowiedzieć po jednej stronie (niezależnie od własnych przekonań) i przygotować dla niej argumenty. Pod koniec wybralibyście, która strona do was bardziej przemawia pod względem argumentów. Coś, jak debata oksfordzka. Miałoby to na celu poruszenie ciekawych, czasem kontrowersyjnych tematów, poszerzenie horyzontów i wyrobienie obiektywnego spojrzenia na świat.
Do takiej debaty potrzebne są przede wszystkim dobre tematy. Jako, że moje pomysły szybko przychodzą i szybko odchodzą, zdołałam na tę chwilę złapać tylko 2:
-Internet-nieograniczone źródło wiedzy czy ogłupienia?
-Naturalne piękno czy poprawianie urody?
Dlatego chcemy w tej kwestii spytać was o zdanie. Czy macie jakieś tematy, które chcielibyście poruszyć? Kwestie, o których trochę rozmyślaliście i które może was nurtowały albo nadal nurtują? Lub po prostu inne, genialne pomysły? W komentarzach możecie zrobić wielką burzę mózgów. Wystukać na klawiaturze, co wam mózg za pośrednictwem neuronów do palców przekaże. Rozważymy każdą propozycję! :) Z góry dziękujemy za zaangażowanie, w końcu bez was nie byłoby tego działu.
Pozdrawiamy,
  Anika6 & Sarcia1236

12.11.2013

"Haters gonna hate" - czyli o hejterach!

Cześć Wam!
Na wstępie chcę Wam i Dominice bardzo, ale to BARDZO podziękować za to, że mogę tutaj nadal pisać. Niby te 31 osób to "nic" w porównaniu z niektórymi osobami z ankiety, ale dla mnie naprawdę dużo znaczy pisanie tutaj i jestem szczęśliwa, że tak miło mnie tutaj przyjęliście. Ale do rzeczy: dzisiejszy temat - hejterzy.


Tzw. ANONIMOWE hejterstwo jest chyba w internecie od zawsze, ale przez ostatnie lata - jak mi
się zdaje - się nasiliło. Wybijesz się w jakieś dziedzinie = hejt, zrobisz coś, za co Cię będą wszyscy
chwalić = hejt, zdobędziesz wielu przyjaciół na jakimś czacie internetowym = hejt, staniesz się
"popularniejszy" = hejt. Kurdę, praktycznie czego nie zrobisz = hejt. A dlaczego? Sama nie wiem,
ale opiszę Wam jak wygląda to z mojej strony.


Ja jestem osobą raczej poważną - a przynajmniej staram się taką osobą być. Owszem, zdarzają mi się głupawki itd., ale z umiarem. I teraz całkiem serio: nigdy nikogo nie hejtowałam i nie zamierzam tego robić. Dlaczego? Co mi z tego? Ktoś coś osiągnie, a ja sobie wejdę w komentarze (lub nawet napiszę do takiej 
osoby, bo przecież jestem anonimowa, nie?) i napiszę list, KTÓRY NA PEWNO GO PORUSZY:

"Hmm.. to co robisz to guwno. I ty terz jestes guwnem. Nic nie osiongniesz w rzyciu bo jestes 
debilem. hahaha ale ci pojechalam, rze cho cho. teras pewnie siedzisz pszed komputerem i 
zalewasz klawiature lzami, co? Ha! rodziece cie wogule kochajom? bo mi sie nie wydaje. 
i zobacz w lustro haha jaki paszór z cb."
(Tak, zaleję klawiaturę łzami, ale to tylko i wyłącznie przez Twoją ortografię).

I do cholery co mi z tego? Nie wiem, może chciałam podwyższyć swoją samoocenę? Wracając do tematu -
- nie hejtuję. Jeżeli coś mi się nie podoba w pracy kogoś - to mówię to w normalny sposób, albo nie mówię w ogóle, bo wiem, że ta osoba się starała i zrobi jej się przykro jeśli teraz ją skrytykuję. Jeśli już krytykuję wygląda to mniej-więcej tak: "Kasiu, popraw to i to, to będzie dobrze. Następnym razem zwróć uwagę na to i na to, bla, bla, bla" i wtedy rzeczywiście widać efekty. Dlaczego wszyscy nie potrafią ze sobą rozmawiać kulturalnie i mówić wprost co im się nie podoba? Przecież takie wyzywanie do niczego dobrego nie prowadzi, a czasem warto porozmawiać z kimś w kulturalny sposób, stając twarzą w twarz.


Wróćmy do samego hejtowania. Ja się naprawdę zastanawiam po co ludzie tak hejtują. I to jeszcze z anonima, bo nie mają odwagi się przyznać kim są - bo by sami zostali zhejtowani(?). Zaraz. Jaki w tym sens? Hejtuję, ale sam się boję, że mnie zhejtują. TO NIE MA SENSU. Więc po co ludzie to robią? Ja nie mam pojęcia, więc poszukałam odpowiedzi w internecie - w końcu można w nim znaleźć wszystko, huh? Nawet zdjęcie majtek swojej babci - co też jest irytujące, że wystarczy wpisać jedno hasło w Google i od razu masz odpowiedź na swoje pytanie.. Ale o tym kiedy indziej. Jak odpowiedziało Google:

- "Moim zdaniem tacy ludzie hejtujący z anonimka nie mogą samych siebie docenić więc szukają 
problemu tam gdzie go nie ma i hejtują ludzi, których nie powinni bo sami o sobie nie mogą 
powiedzieć nic dobrego dlatego też czepiają się innych. "

- "Boją się powiedzieć komuś coś prosto w twarz,więc robią to w necie za osłoną anonimowości."

- "Ponieważ są słabi, dowartościowują się szukając słabszych od siebie."

Natknęłam się również na filmik z Youtuba dot. hejterstwa na tym właśnie serwisie.
(Jeśli macie ochotę - posłuchajcie. Chociaż film jest stworzony typowo pod hejterów youtubowych, 
można go porównać też pod inne sytuacje - nie koniecznie związane z serwisem yt).


Więc reasumując - hejerzy hejtują, żeby się dowartościować, a robią to z anonima, ponieważ boją się, że sami zostaną zhejtowani i wtedy będzie im bardzo przykro. Hejterzy są to takie typowe "gimbusy". I nie chcę tutaj obrazić żadnego gimnazjalisty - sama jestem w trzeciej klasie, ale "gimbus" to ktoś, kto nie potrafi się normalnie zachowywać w towarzystwie innych. (W mojej szkole typowy gimbus, to osoba która wszystkich dookoła obraża, a na przerwach wychodzi gdzieś za krzaki i wyciąga fajkę, której nawet nie potrafi zapalić, myśląc, że jak się "zaciągnie" to jest dorosła, a jak ją przyłapią biega między ludźmi i gada "o kur**, ale mam przypał. Ta dzi*** z fizyki mnie przyłapała. Co ja teraz zrobię?) Myślę, że hejterzy ciągle czepiają się innych, bo nie potrafią zająć się własnym życiem, albo go po prostu nie mają, bo nie robią nic innego tylko siedzą przed komputerem i myślą jak komuś "dokopać" lub sprawić przykrość.


Ile razy byliście świadkami hejterstwa?

A może sami hejtujecie? Jeśli tak - napiszcie jaki Wasz w tym cel.

Jak odbieracie/reagujecie na hejterstwo? Piszcie!

(źródło memów - Google Grafika)

8.11.2013

Muzyka

Witajcie.
Dzisiaj postanowiłam napisać o czymś, co jest z nami praktycznie wszędzie od bardzo dawna - muzyka. Chwila. Od jak dawna? "Muzyka człowiekowi towarzyszy już od jego pojawienia się na Ziemi. W czasach prehistorycznych grano na muszlach i piszczałkach wykonywanych z kości. Muzyka towarzyszyła tańcom i ceremoniom religijnym, a w starożytnych: Mezopotamii, Egipcie, Indiach, Chinach i Grecji słuchano muzyki również dla przyjemności."

Na świecie istnieje siedemnaście głównych gatunków muzycznych (te najczęściej słuchane) i wiele, wiele więcej ich podkategorii(!): blues, country, disco polo, elektroniczna, filmowa, folk, grindcore, hip-hop, jazz, metal, pop, punk, reggae, rock, soul, taneczna i światowa. (Jeżeli jakąś pominęłam, bardzo przepraszam).

Muzykę słuchamy aby poprawić sobie humor, wyleczyć smutki, dla zabawy, przyjemności albo po prostu w gronie znajomych. Dźwięki towarzyszą nam w drodze do szkoły, pracy, a nawet w czasie letniego spaceru.
I tylko od nas zależy jaki typ muzyki sobie wybierzemy. (Dużo zależy od nastroju).

Jedni wolą posłuchać dobrego metalu, a drudzy - popu, który jest chyba jednym z
najczęściej granych w samochodowym radiu lub na znanych programach telewizyjnych.



Teraz wezmę pod lupę trzy gatunki muzyczne: pop, rock i discopolo. Zacznę od tego pierwszego.

POP: Często style popowe są "łagodniejszymi" odmianami pierwotnych stylów wyrosłych z różnych odmian muzyki rozrywkowej (nie tylko rockowej), lub kombinacjami tych odmian tak zestawianymi, aby usunąć brzmienia nietolerowane w danym momencie przez większość potencjalnych słuchaczy, oraz aby zachować brzmienia, które są aktualnie modne. ogólnie muzyka popularna, termin ten jest jednak wieloznaczny, w najszerszym sensie oznacza każdy rodzaj 
muzyki rozrywkowej, niezależnie od jej charakteru. Przykładem takiej muzyki może być Miley Cyrus:


ROCK: wszystkie style rockowe charakteryzują się brzmieniem opartym na różnego rodzaju gitarach (zwykle elektrycznych, elektrycznych basowych) i perkusji, z wyraźnie zarysowanym rytmem i śpiewem, wywodzącym się z bluesa, oraz sposobem wolnej improwizacji w trakcie grania utworów, wywodzącym się z jazzu. Ogólna nazwa całego szeregu stylów muzycznych, wywodzących się z rock and rolla oraz rhytm and bluesa i bluesa. Sama nazwa "rock" jest właściwie skrótem od "rock and roll", choć można uznawać owe dwa pojęcia za odmienne od siebie gatunki muzyczne. Przykład - Linkin Park:



DISCO POLO: gatunek muzyki popularnej, powstały w Polsce w latach 80. XX wieku, w początkowym okresie istnienia znany jako muzyka chodnikowa. Gatunek przyniósł popularność w latach 90. XX wieku, z czego największą odniósł w latach 1995-1997. Potem nastąpił stopniowy spadek popularności tego gatunku muzyki, co doprowadziło do upadku tego gatunku muzyki na początku XXI wieku. Odrodzenie tego gatunku muzyki nastąpiło w 2007 roku i od tego momentu disco 
polo z roku na rok ponownie uzyskuje popularność. 
No i przykładem tutaj jest piosenka chyba wszystkim znana, stety lub niestety:



A Wy czego słuchacie? :) 
Gdzie jeszcze jest z Wami muzyka? 
(źródło główne - Wikipedia)

19.10.2013

Stop przemocy!

Witajcie!
Może część Was mnie kojarzy, może nie, ale i tak się przedstawię. Tak więc jestem Sara, na Stardoll ukrywam się pod nickiem Sarcia1236 i dzięki Dominice mam szansę coś dla Was napisać. :) Będę się zajmować działem "Dyskusje" i liczę, że się Wam będzie dobrze czytało moje artykuły i będziecie je na bieżąco komentować. 
Nie przedłużając - zapraszam do lektury! :)

Dziś chcę poruszyć temat, który dotyczy każdego z nas, ale nie każdy na ten temat chce rozmawiać. Mianowicie przemoc w szkole. Są dwa rodzaje przemocy z którymi możemy się spotkać codziennie, 
a często nie zauważamy, że inna osoba cierpi. Albo nie chcemy zauważać. 
Zobaczmy jak pojęcie "przemoc" wyjaśnia Wikipedia:

Przemoc – wywieranie wpływu na proces myślowy, zachowanie lub stan fizyczny osoby pomimo braku przyzwolenia tej osoby na taki wpływ, przy czym wyróżnia się dwa zjawiska: 
przemoc psychiczną i przemoc fizyczną.

Zacznę może od tej pierwszej - przemoc psychiczna.
* Przemoc psychiczna to wywieranie wpływu na proces myślowy, zachowanie lub stan fizyczny osoby pomimo braku jej przyzwolenia przy użyciu środków komunikacji interpersonalnej. Typowymi środkami przemocy psychicznej są groźba, krzyczenie na kogoś, inwektywa, straszenie i molestowanie psychiczne.
Powiedzcie, ile razy byliście świadkami, jak kogoś gnębiono w ten sposób w szkole? Wyzywano z powodu wyglądu, wyznania, własnego, innego zdania, obelgi rzucane na prawo i lewo. Podam Wam przykład z mojego życia: mam w klasie koleżankę, która doszła do nas rok temu. I od tego roku nie ma ani jednego znajomego, bądź znajomej. Dlaczego? Cała szkoła z niej się nabija. A zaczęło się od małej, niewinnej kłótni. Ania (imiona przypadkowe) jest znana w całej placówce edukacyjnej. Kiedy się pokłóciła z Pauliną, która była nowa w szkole rozpowiedziała WSZYSTKIM, jaka to Paula nie jest. Co tydzień inny facet, że ponoć była w ciąży, że gruba 
i brzydka, nic nie potrafi. Afera się tak rozkręciła, że Paulina nie mogła spokojnie przejść przez korytarz, bo każdy dosłownie pluł w jej stronę. Dziewczyna płakała na każdej przerwie w toalecie, bo tylko tam miała spokój. Mi jej było strasznie żal i postanowiłam się za nią wstawić, trochę pomóc. I jak ją już poznałam okazała się bardzo fajną i sympatyczną dziewczyną. Na prawdę. Wtedy zobaczyłam jej ręce. To było coś okropnego. Całe były w ranach, niektóre jeszcze świeże. Zapytałam dlaczego. "Nie radzę sobie z tym wszystkim. W domu źle, do tego mi w szkole wszyscy dokuczają. A ja im nic przecież nie zrobiłam. Chcę umrzeć." Słuchajcie, poryczałam się. Wyszłam z nią z toalety i wszyscy byli zdziwieni, bo "kluska" ma koleżankę. Ania wtedy do nas podeszła i powiedziała: "co ty robisz z tym nieudacznikiem?" Ja jej odpowiedziałam co sądzę o tym co robi, co robią wszyscy Paulinie. Później namówiłam ją na rozmowę z szklonym pedagogiem i wychowawcą. Chciałam jej pomóc jak tylko mogłam. I to zrobiłam - udało się. Paula teraz ma spokój, ale ludzie są do niej uprzedzeni  i niechętnie z nią rozmawiają. A to na prawdę wspaniała dziewczyna. I przykro mi, że ludzie się tak zachowują. Jaki z tego morał? Warto się za kimś wstawić, nawet jeśli wszyscy są przeciwko niemu. 
Mieć na tyle odwagi. Ja nie chcę myśleć co by się stało, gdyby Paulinę nękano do dziś... 

A Wy? Jak postępujecie widząc, że ktoś jest krzywdzony przez innych? 
Staracie się mu pomóc, czy idziecie ślepo za tłumem łapczywych na "słabszych"?


Przemoc fizyczna to wywieranie wpływu na proces myślowy, zachowanie lub 
stan fizyczny osoby pomimo braku jej przyzwolenia przy użyciu siły fizycznej.

No tak, przemoc fizyczna. Tego typu przemocy w polskich szkołach jest zdecydowanie mniej. Ja osobiście nie byłam świadkiem takich zdarzeń - może i lepiej, ale raz w mojej szkole coś takiego się zdarzyło. Podzielę się z Wami tym, co wiem. Na Bartka (znów przypadkowe imię) po szkole rzuciło się kilku innych chłopców. I może by to było "normalne", bo chłopcy często się wygłupiają między sobą, ale to co się stało normalne nie było. Bartek nie zdążył odejść od szkoły na dwieście metrów, a już został brutalnie pobity. Chłopak nie miał najmniejszych szans z pięcioma, starszymi "kolegami" ze szkoły. Wylądował w szpitalu. Spędził w nim prawie dwa tygodnie, bo odniósł poważne obrażenia. Jego rodzina doniosła oczywiście o zaistniałej sytuacji na policję, ale szczerze - to nic nie dało. Dlaczego? Wszyscy powołani świadkowie zeznali, że albo nic nie widzieli, albo nie wiedzą o co chodzi, albo, że Bartek sobie coś wymyślił. I teraz przychodzi mi do głowy tylko jedno pytanie. Dlaczego? Przecież każdy w sytuacji Bartka na pewno by chciał, aby osoby które go skrzywdziły poniosły za to odpowiedzialność. Nie po to, by się zemścić, ale po to, by nikt inny nie został ofiarą tych ludzi.



Nie rozumiem takiego zachowania i nie rozumiem jak można być tak podłym. Oczywiście w Polsce jest wiele organizacji zapobiegających takim zdarzeniom i pomagającym poszkodowanym, ale ja uważam, że zniszczonej psychiki nikt nie będzie w stanie komuś "naprawić", jeśli ta osoba sama sobie nie poradzi. A bywa trudno.
I na koniec cytat:
"Tam, gdzie jest niesprawiedliwość, gdzie jest przemoc, załamanie, nienawiść, nieszanowanie ludzkiej godności, tam brakuje miejsca na miłość, tam brakuje miejsca na serce, na bezinteresowność, na wyrzeczenia"
~ ks. Jerzy Popiełuszko

A wy co myślicie o dręczycielach?

Byliście świadkami przemocy w Waszej szkole?

Wstawiliście się już za kimś?

A może sami doświadczacie takich rzeczy?

Piszcie!